"Chata Wędkarza" w Przechlewie nadaje się już tylko do rozbiórki. Ponad 100-letni budynek, położony niedaleko Jeziora Przechlewskiego, dziś (9.02) nad ranem doszczętnie spłonął. Jak przypuszcza jego zarządca Bogdan Barton, pożar mógł zacząć się od komina. Strażacy wstępnie, jako przyczynę pożaru, wskazali zapalenie materiałów palnych, nagromadzonych przy piecyku typu "koza".
Gdy druhowie dotarli na miejsce, budynek stał już ogniu. Na szczęście nikt nie ucierpiał, bo nikt w nim nie mieszkał. Było to zaplecze dla wędkarskiej działalności Bogdana Bartona i miejsce, w którym pakowane były wędkarskie produkty, sprzedawane wysyłkowo.
- Musiało się coś zaiskrzyć po wygaszeniu piecyka, którym tam sobie dogrzewam, jak pracuję popołudniami. Zresztą siedzę tam do wieczora, teraz pracy dużo, jak jest zima. W życiu bym się nie spodziewał, że takie coś mnie spotka. Życie. Niby jest piękne, ale potrafi robić niemiłe niespodzianki.
Mówi Weekend FM dzierżawca Jeziora Przechlewskiego Bogdan Barton.
Z pożarem walczyły dwa zastępy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Przechlewie oraz po jednym z OSP w Koczale i Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Człuchowie. Zgłoszenie otrzymali przed 4.30, a akcja zakończyła się po 7.00.
- Działania zastępów polegały na podaniu jednego prądu wody z zewnątrz. Po odłączeniu instalacji elektrycznej zdalnie przez pogotowie energetyczne wprowadzono roty do wewnątrz pomieszczenia z kolejnymi dwoma prądami wody.
Mówi Weekend FM oficer prasowy człuchowskiej straży pożarnej Jan Kilkiewicz.
Straty wstępnie oszacowano na 20 tys. zł. Obiekt nie był ubezpieczony.
Możesz wspomóc odbudowę "Chaty Wędkarza" - internetowa zbiórka pieniędzy:
























