Licytacje odbywały się w Internecie, smakołyki z kawiarenki można zabrać jedynie na wynos, a "kręcioła" z nagrodami była przeprowadzana z ograniczoną liczbą osób. Jak w całym kraju, tak i w Człuchowie wydarzenia związane z 29. finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy były dostosowane do pandemicznej rzeczywistości. Owsiakowa orkiestra grała jednak głośno, a spory udział miało w tym 135 wolontariuszy. Jak usłyszał reporter Weekend FM, mieszkańców nie trzeba było namawiać do wpłat.
My tutaj z Nikolą się starałyśmy raczej nie podchodzić, tylko gdzieś tam właśnie dalej, żeby ludzie podchodzili sami. Nie chciałyśmy być jakieś takie nachalne. I myślę, że nie było jakiegoś dużego problemu.
Mówi Weekend FM jedna z wolontariuszek Iga Bondarenko. Ona oraz jej koleżanka Nikola Gomułka nie tylko kwestowały na ulicach miasta, ale pomagały też liczyć potem pieniądze. A co dzieje się z każdą puszką w sztabie?
Otwieramy ją tak, żeby każdy grosz jakby został wybrany z tej puszki, żeby nic tam nie zostało. Oddzielamy każdy banknot i każdą monetę od siebie na osobne kupki. No i najczęściej potem liczymy je dziesiątkami, żeby było prościej. W większości to liczymy to ręcznie.
W tym roku podczas człuchowskiego finału nawet światełko do nieba było inne niż zwykle – fajerwerki zostały wyświetlone na telebimie.
W Weekend FM łączyliśmy się na żywo z człuchowskim sztabem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Z jego szefową Danutą Purgacz rozmawiał Marek Marcinkiewicz.
Zobacz także:
















