Marek Tobolski z końcem stycznia może przestać pełnić funkcję ordynatora Oddziału Chorób Wewnętrznych Szpitala Powiatowego w Człuchowie. Szef interny złożył wypowiedzenie, co potwierdza w rozmowie z Weekend FM. - "Nie ma ludzi do pracy. Od dłuższego czasu, wraz z doktorem Piotrem Pytlakiem praktycznie we dwójkę obstawiamy dyżury, z pojedynczym wsparciem osób z zewnątrz. Fizycznie i psychicznie już nie wyrabiamy, ale przede wszystkim boimy się o bezpieczeństwo pacjentów" - mówi Weekend FM doktor Marek Tobolski, który w człuchowskim szpitalu pracuje od 29 lat. Lekarz podkreśla, że jego rezygnacja dotyczy jedynie pracy na oddziale wewnętrznym, natomiast chce nadal pracować w hospicjum stacjonarnym i domowym oraz podstawowej opiece zdrowotnej. Zaznacza również, że nie wyklucza pozostania na zajmowanym stanowisku. Stawia jednak warunek: konieczne byłoby zatrudnienie na stałe w sumie przynajmniej czterech lekarzy na internie.
Co na to dyrekcja szpitala? Pytany o tę sprawę Janusz Boniecki ucina wszelkie pytania.
- Ja na ten temat nie chcę się wypowiadać. Bez komentarza. Nie odpowiem na to pytanie. A muszę? Nie muszę. Moje zdanie jest takie, że pan doktor Tobolski będzie u nas pracował i tyle pan ode mnie usłyszy.
Po rezygnacji Marka Tobolskiego, jedynym ordynatorem działającego jeszcze w człuchowskim szpitalu oddziału, który nie złożył rezygnacji w czasie rocznej kadencji Janusza Bonieckiego, jest szef psychiatrii Mariusz Kozak. Wcześniej odchodzili Teresa Tarka z pediatrii oraz Dominik Kordykiewicz z hospicjum i ZOL-u. Pozostałe oddziały zostały w Człuchowie zlikwidowane, ale ich ordynatorzy również protestowali przeciwko działaniom Janusza Bonieckiego.















