Kolejny samorządowiec z regionu krytykuje sposób podziału pieniędzy z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych. Tym razem zrobił to burmistrz Debrzna Wojciech Kallas. Jego gmina starała się o 100-procentową dotację na wartą 28,5 mln zł przebudowę stacji uzdatniania wody i oczyszczalni ścieków. Nie otrzymała ani złotówki, a powód jest dla samorządu nieznany.
"Nie ma żadnej listy rankingowej. Ciężko nawet sprawdzić co zrobiliśmy źle, żeby wyciągnąć z tego wnioski" - mówił w czasie ostatniej sesji Rady Miejskiej w Debrznie burmistrz Wojciech Kallas. Zwracał jednocześnie uwagę na tło sytuacji, związane z chojnickim posłem PiS-u Aleksandrem Mrówczyńskim.
- We wrześniu poprosiłem także o pomoc pana posła Mrówczyńskiego. Kiedy przedstawiłem nasze projekty usłyszałem, że w trakcie kampanii prezydenckiej nie odebrałem z rąk premiera "czeku". Ja rozumiem, że ta dygresja miała wskazać mi szanse na powodzenie całej sytuacji otrzymania dofinansowania, chociaż tutaj nie chodzi o mnie, a naszych mieszkańców i to jest jakby najważniejsze. Miała być to pomoc dla wszystkich samorządów, jednak okazuje się, że jest to pomoc skierowana tylko do wybranych. Wybranych według niejasnego klucza.
Wojciech Kallas w swojej wypowiedzi nawiązuje do lipcowego spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim w Chojnicach. Gmina Debrzno była jedyną z powiatu człuchowskiego, której przedstawiciel nie odebrał symbolicznego czeku na dotację z tzw. pierwszej tarczy samorządowej.
W trakcie sesji, odpowiadając na pytanie jednego z radnych, Wojciech Kallas dodał, że nieotrzymanie dotacji traktuje nie jako porażkę gminy, tylko rządu, który - tu cytat - "nie potrafi właściwie i sprawiedliwie rozdysponować środków po samorządach".















