Pracownicy człuchowskiego szpitala są poddawani testom na koronawirusa przed rozpoczęciem każdego dyżuru. To jedno z rozwiązań, które ma pozwolić wygasić ognisko zakażeń w Zakładzie Opiekuńczo Leczniczym i hospicjum. Nikt z personelu nie kwestionuje zasadności poddawania się badaniom, ale pielęgniarkom, salowym czy opiekunom medycznym nie podobają się warunki oczekiwania na wyniki. Personel nie może bowiem wejść do budynku szpitala przed uzyskaniem ujemnego wyniku.
"Czasem czekamy 15, a czasem 40 minut, a na dworze coraz zimniej. W weekend musiałyśmy stać na mrozie przed poranną zmianą. Walczymy z koronawirusem, a jesteśmy narażani na przeziębienie, grypę czy inne choroby" - alarmuje Weekend FM nasza słuchaczka. Pełniący obowiązki dyrektora szpitala Janusz Boniecki przekonuje, że wkrótce problem zostanie rozwiązany.
- Jesteśmy w kontakcie z Agencją Rezerw Materiałowych i mamy tam przyznane te 2 kontenery, które będą ze sobą współpracowały połączone. Ja nie wiem, czy do końca tygodnia nam się uda, ale już najpóźniej w przyszłym tygodniu one powinny się pojawić w szpitalu.
Jak dodaje Weekend FM Janusz Boniecki, w budynku szpitala nie ma pomieszczenia, w którym testowany personel mógłby oczekiwać na wynik. Poza tym wiązałoby to się z każdorazową dezynfekcją w przypadku uzyskania wyniku dodatniego przez któregoś z pracowników.















