Zarządca sieci kolejny raz apeluje do mieszkańców, żeby nie traktowali kanalizacji jak śmietnika. Na porządku dziennym jest zapychanie rurociągów i przepompowni szmatkami, sznurkami od mopów, jednorazowymi pieluchami, ręcznikami do dłoni, patyczkami do uszu czy nawilżanymi chusteczkami. Zdarzają się jednak bardziej ekstremalne przykłady.
- Był taki przypadek też na osiedlu Rychnowy przy lesie, gdzie jeździliśmy przez 2 miesiące i cały czas się zapychała tam kanalizacja. Przypadkowo całkiem odkryliśmy jedną ze studzienek i do tej studzienki dopłynęło pół grabi metalowych, takie 30 cm grabi. One nie przeszły przez ubikację, ktoś tam wrzucił je po prostu do studzienki. I tam na tych grabiach się wszystko zbierało, na szczęście dopłynęła do studni, w tym momencie można było to wyłapać.
Mówi Weekend FM kierownik ZGK Leszek Horobiowski.
Grabie to jednak tylko jeden z kilku przypadków. Pracownikom zakładu zdarzało się wyciągać z kanalizacji także laczki, puszki i butelki czy telefon komórkowy. Za wprowadzanie do kanalizacji zakazanych odpadów i substancji grozi do 10 tys. zł grzywny.




















