Happy endem zakończyła się historia bielika z Orzełka w gminie Kamień Krajeński. Ptak znaleziony na polu 26 kwietnia w poniedziałek (15.06) wrócił w to samo miejsce i wzbił się w powietrze. Udało się za drugim razem, bo podczas pierwszej próby 17 maja nie był w stanie polecieć.
"Tym razem było o wiele mniej świadków. Ptak nie miał też zakładanego nadajnika. Wszystko wiązało się więc z o wiele mniejszym stresem dla bielika niż poprzednio" - mówi Weekend FM prezes człuchowskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami Karol Krasienkiewicz.
- Zrobił w powietrzu nie wiem 20 metrów, 10 metrów i wylądował na ziemi. Zaczął dreptać jak kura po tej ziemi. Wpadłem na pomysł, żeby obrócić orła i ustawić go pod wiatr. Ustawiłem orła pod wiatr, rozłożył skrzydła, wzbił się w powietrze, odleciał. Byliśmy wielce, wielce szczęśliwi, naprawdę, naprawdę łza w oku się zakręciła, kiedy bielik był w powietrzu. W każdym razie odleciał i jesteśmy happy.
Poniedziałkowa (15.06) próba wypuszczenia bielika z Orzełka wynikła zupełnie przypadkowo. W Bińczu w gminie Czarne w polu rzepaku został bowiem znaleziony inny, młodszy bielik. Karol Krasienkiewicz zawiózł go do Ośrodka Rehabilitacji Ptaków Drapieżnych "Dżawat" w Warcinie koło Słupska - tego samego, w którym do sprawności dochodził starszy drapieżnik. "Opiekun naszego weterana zapewniał, że bielik z Orzełka czuje się wyśmienicie. Przekonywał, że tym razem na pewno odleci, więc jak już tam byłem, to go po prostu zabrałem i wypuściłem" - dodaje Weekend FM Karol Krasienkiewicz.

















