Wezwał policję, bo sąsiad oskarżył go o kradzież telefonu i zaatakował: najpierw widłami, a potem toporkiem. To relacja jednego z mieszkańców chojnickiego Grunowa, który zarzuca interweniującym kilka dni temu funkcjonariuszom zlekceważenie zagrożenia.
- Byłem z tym na policji. Policja powiedziała: to jest błaha sprawa i umyła od tego ręce. No to skoro ktoś może chodzić z siekierą po ulicy, po podwórkach, to o co tu teraz chodzi? I szukam pomocy w tej sprawie, bo policja nie chce tego uwzględnić.
Mówi Weekend FM mężczyzna, który w dniu awantury wezwał patrol i jak przyznaje - spodziewał się, że funkcjonariusze zabiorą pijanego i agresywnego sąsiada.
Ale, jak ustaliło Weekend FM, kiedy na Grunowie pojawili się wezwani policjanci, po awanturze nie było śladu, a mężczyźni byli spokojni w swoich mieszkaniach. Mimo to domniemany agresor, z niewielką raną na czole, został przez nich odwieziony do szpitala.
W tej sprawie wszczęto już postępowanie sprawdzające w kierunku uszkodzenia ciała.
- Policjanci po przyjeździe na miejsce zastali zarówno zgłaszającego, jak i jego sąsiada w swoich mieszkaniach. Funkcjonariusze rozmawiali z tymi skonfliktowanymi mężczyznami, którzy byli pod działaniem alkoholu. Obaj przedstawili swoje wersje wydarzeń. Materiały sporządzone z tej interwencji trafiły do dzielnicowego, który dobrze zna to środowisko, a także zostało wszczęte postępowanie sprawdzające w kierunku uszkodzenia ciała, co pozwoli wyjaśnić wszelkie okoliczności właśnie tego zdarzenia.
Mówi Weekend FM rzecznik policji w Chojnicach Justyna Przytarska. I dodaje, że od wyników tego postępowania będą zależały kolejne decyzje co do dalszego toku tej sprawy.














