Mężczyzna odpowiada przed Sądem Rejonowym w Człuchowie za to, że w grudniu ubiegłego roku utopił swojego psa. Przechlewianin przyznaje się do tego, że to on uwięził swojego kundla o imieniu Niko w worku, a następnie wrzucił go do jeziora.
W czasie dzisiejszej (30.05) rozprawy zeznawał weterynarz z Przechlewa, u którego leczony był Niko. Jak mówił, ostatni raz widział psa w sierpniu, czyli na cztery miesiące przed jego śmiercią. Przyznał, że gdyby oskarżony poprosił o eutanazję swojego czworonoga, kosztowałoby to około 30 zł. Świadek pytany był również przez sąd, czy w jego ocenie utopienie psa jest uśmierceniem zwykłym, okrutnym czy szczególnie okrutnym:
- Jeżeli wysoki sąd tak to podzielił, no to to uśmiercenie nie było szczególnie takie drastyczne, bo są gorsze. To by było to okrutne, ja bym to w środek tak wsadził. Jest taka, np. pokazują w telewizji tego pieska Fijo, tego na kółkach, gdzie go tam chciał zabić, powybijał zęby, potłukł i to by było ze szczególnym okrucieństwem zabójstwo.
Mówił w czasie rozprawy weterynarz z Przechlewa. Jednocześnie przyznał, że pies mógł tonąć nawet przez 15 minut. Worek nie był bowiem obciążony, a wbite w niego kły i łapy psa mogą świadczyć o tym, że rozpaczliwie walczył o życie.
Kolejna rozprawa w procesie Andrzeja S. zaplanowana jest na połowę lipca.















