Do końca chciała rozwiązać problem, ale ostatecznie musiała się poddać - Magdalena Paterek, właścicielka niepublicznego przedszkola "Skrzaty" w Chojnicach, wyjaśnia, dlaczego rozwiązała grupę, w której miało dochodzić do przemocy wobec dzieci.
Magdalena Paterek, właścicielka i dyrektor niepublicznego integracyjnego przedszkola "Skrzaty" w Chojnicach zabiera głos i wyjaśnia, dlaczego rozwiązała grupę "Malinki", w której nauczycielki miały się dopuszczać przemocy wobec dzieci. Jak mówi Weekend FM, działała zgodnie ze statutem i do końca starała się rozwiązać problem. Służyć temu miały kolejne spotkania z rodzicami, odbywane kolejno 15, 17 i 24 kwietnia. - Niestety, rodzice zrezygnowali z oferowanej pomocy. Zadeklarowali jedynie, że przeproszą moją kadrę - mówi Weekend FM Magdalena Paterek.
Jako dyrektor przedszkola dążyłam do utrzymania grupy "Malinki" pod okiem innej kadry, aż do ostatniego naszego spotkania, ale ze względu na trwający rok przedszkolny nie udało się znaleźć wykwalifikowanej i gotowej do pracy wychowawców dla tej grupy. Nie ukrywam, że wobec licznych doniesień prasowych wielu nauczycieli po prostu obawiało się pracy w tej grupie. Nie było także możliwe przepisanie dzieci do innych grup w przedszkolu, bo przekroczyłoby to limity dzieci w grupie.
Magdalena Paterek wyjaśnia, że nie miała wobec tego innego wyjścia, jak rozwiązać grupę "Malinki". Dodaje, że tworzyły ją 4-latki, wobec których nie ma jeszcze obowiązku szkolnego.
- Mogę jeszcze tylko powiedzieć, że zaistniała sytuacja jest wynikiem okoliczności niezależnych ode mnie, a na obecnym etapie nie zostały potwierdzone informacje, o których mówią rodzice - mówi dyrektor Paterek.
Według rodziców maluchów z rozwiązanej grupy "Malinki", nauczycielki miały m.in. kneblować ich dzieciom usta i zamykać je za karę w ciemnym pomieszczeniu. Do "Malinek" należało też dwoje dzieci cierpiących na autyzm.















