Mateusz I., komendant obozu harcerskiego w Suszku, na którym w trakcie nawałnicy w 2017 roku zginęły dwie harcerki, usłyszał prokuratorskie zarzuty. Śledczy ze Słupska zarzucają mu umyślne narażenie uczestników obozu harcerskiego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia oraz nieumyślne spowodowanie śmierci dziewczynek i nieumyślne spowodowanie różnego rodzaju obrażeń ciała u kolejnych kilkudziesięciu harcerzy. Mężczyzna nie przyznaje się do winy.
- Przedstawiony Mateuszowi I. zarzut popełnienia przestępstwa wiąże się z niewłaściwą organizacją obozu harcerskiego, w tym niewłaściwie przeprowadzoną akcją ewakuacyjną podczas zaistniałej nawałnicy. Przesłuchany w charakterze podejrzanego nie przyznał się do popełnienia zarzuconego mu przestępstwa, a następnie odmówił wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. Wobec Mateusza I. nie zastosowano żadnego ze środków zapobiegawczych. Za popełnienie zarzucanego mu przestępstwa grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Mówi Weekend FM rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku , Paweł Wnuk. W sprawie tragedii w Suszku prokuratura dotąd postawiła zarzuty jeszcze dwóm innym osobom: Włodzimierzowi D. - zastępcy komendanta obozu oraz Andrzejowi N., byłemu dyrektorowi wydziału zarządzania kryzysowego w chojnickim starostwie.
Jak ustaliło Weekend FM, śledczy w sprawie Suszka wciąż prowadzą czynności dowodowe, m.in. ustalają, czy komunikaty pogodowe w dniu nawałnicy prawidłowo określały stopień zagrożenia. Śledztwo potrwa do czerwca.















