Pożar budynku wielorodzinnego przy ulicy Długiej w Debrznie postawił dziś (29.01.) na nogi służby w powiecie człuchowskim. Przed godz. 20.00 został zauważony ogień w jednym z mieszkań na parterze. Na miejsce zostało wysłanych osiem zastępów straży pożarnej z Człuchowa, Debrzna, Starego Gronowa i Mosin.
W budynku w chwili tego zdarzenia znajdowało się 10 osób. Cztery osoby ewakuowały się same przed przybyciem jednostek ochrony przeciwpożarowej. Po przybyciu zastępów straży pożarnej ewakuowane zostały kolejne osoby, tj. pięć osób z poddasza oraz jedna osoba z parteru. Z budynku wyniesiono także trzy butle z gazem propan-butan. Cztery osoby poszkodowane w tym zdarzeniu zostały przekazane do zespołu ratownictwa medycznego.
Mówił na miejscu zdarzenia reporterowi Weekend FM zastępca komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Człuchowie Marek Lubiński.
Budynek, w którym doszło do pożaru, należy do gminy Debrzno.
Ogromna tragedia, taki wypadek nie zdarza się co dzień, więc wszyscy jesteśmy zszokowani. Mieszkało tutaj 10-11 osób. Nie wiem na ten moment czy oni będą mogli do swoich lokali wrócić. Część na pewno nie. Ale jesteśmy przygotowani. Mamy swoje lokale, czy lokale socjalne, w których ci ludzie będą dzisiaj mogli znaleźć bezpieczny nocleg. Jak z kilkoma osobami już rozmawiałem, oni mają co ze sobą zrobić. Przez noc prześpią się u rodziny, u znajomych. Z kilkoma jeszcze nie rozmawiałem. Dla wszystkich przygotujemy schronienie na dzisiejszą noc i, jeśli będzie potrzeba, to na kolejne.
Mówił reporterowi Weekend FM obecny na miejscu zdarzenia burmistrz Debrzna Wojciech Kallas.
Sąsiedzi ruszyli na pomoc lokatorom kamienicy w Debrznie, która częściowo spłonęła dzisiejszego (29.01.) wieczora.
Córka zadzwoniła do mnie, ja byłem w aptece, że się pali. Przybiegłem z apteki w pięć minut tutaj. Zobaczyłem wielkie płomienie, wychodzące z dołu z parteru po prawej stronie. Nie myśląc, tylko zobaczyłem, że z córką jest wszystko w porządku. Nie zastanawiając się już nawet czy coś się dzieje z sąsiadami, wziąłem to, co było pod ręką, żeby można było jakkolwiek zacząć od nowa, jeśli ten pożar by był nie do opanowania. Potem dopiero się zastanawiałem co się dzieje z innymi ludźmi.
Mówił reporterowi Weekend FM na miejscu zdarzenia mieszkaniec kamienicy Krystian Lis.
Lokatorzy mieszkań na poddaszu mieli odciętą drogę ucieczki. Na pomoc ruszyli im sąsiedzi. Jeden z nich pomógł uratować się z płonącego budynku pięciu osobom.
Mój syn Mikołaj poinformował mnie, że coś się dzieje, że ludzie krzyczą. Szybko wybiegłem z domu. Widziałem, że jest dużo dymu, dużo płomieni, że się pali po prostu, no i zacząłem reagować. Wziąłem od siebie drabinę, no ściągnąłem najpierw jednego chłopaka, potem dziecko z chłopakiem następne. Poleciałem na następną stronę ratować następnych ludzi. No następnie przyjechała straż.
Mówił reporterowi Weekend FM na miejscu zdarzenia mieszkaniec sąsiedniego budynku Łukasz Paszkiewicz.




























