Przed rokiem w Czarnem mieszkanka tej miejscowości Ewa Lewandowska została śmiertelnie potrącona na przejściu dla pieszych. Choć mogłoby się wydawać, że kierowca samochodu musi stanąć przed sądem, to jednak Robert W. z Czarnego nie został oskarżony. Śledztwo Prokuratury Rejonowej w Człuchowie zostało umorzone. Rodzina zmarłej jednak nie odpuszcza i złożyła zażalenie do sądu. Dziś zostanie ono rozpoznane.
Łączymy się teraz z naszym reporterem Wojciechem Piepiorką, który od początku zajmuje się sprawą. Dzień dobry Wojtku, powiedz dlaczego człuchowscy prokuratorzy umorzyli śledztwo i jak zareagowała na to rodzina śmiertelnie potrąconej kobiety?
Witam sprzed Sądu Rejonowego w Człuchowie, bo to właśnie tutaj rozpatrywane będzie zażalenie , które złożyli bliscy Ewy Lewandowskiej. To kobieta, która została śmiertelnie potrącona na przejściu dla pieszych 2 lutego ubiegłego roku w Czarnem. Siedzący za kierownicą pojazdu, który w nią uderzył Robert W. nie został jednak pociągnięty do odpowiedzialności karnej, ponieważ prokuratorzy nie byli w stanie jednoznacznie udowodnić mu winy. Wszystko dlatego, że nie było bezpośrednich świadków tego zdarzenia, a śledczy musieli opierać się na opinii biegłych. Ci przedstawili kilka możliwych wersji przebiegu wypadku, jednak jedna z nich nie obciążała Roberta W. Ponieważ są to wątpliwości, których nie udało się rozwikłać, prokuratorzy zdecydowali o umorzeniu śledztwa.
Z takim obrotem sprawy nie zgadza się rodzina Ewy Lewandowskiej. Bliscy zmarłej liczą na to, że sąd nakaże dzisiaj prokuraturze jeszcze raz zająć się sprawą. Jakie argumenty przedstawia rodzina zmarłej, powiemy w kolejnych wiadomościach Weekend FM.
Jeszcze dziś w wiadomościach Weekend FM poinformujemy również o tym, jaką decyzję podjął człuchowski sąd.
Rodzina zmarłej nie zgadza się z decyzją prokuratury
Kierowca auta, które 2 lutego ubiegłego roku uderzyło w panią Ewę, nie usłyszał zarzutów, ponieważ śledczy nie zebrali dowodów, które pozwoliłyby przypisać winę za zdarzenie wyłącznie jemu. Jedna z wersji biegłych zakładała bowiem, że piesza mogła wtargnąć na jezdnię wprost pod nadjeżdżające auto. Nie ma też świadków, którzy widzieli sam moment potrącenia.
Rodzina Ewy Lewandowskiej nie zgadza się jednak z decyzją prokuratury. Dlaczego?
- Bo wedle nas to była niesprawiedliwa decyzja, zbyt pochopna. Nie sprawdzono wszystkich tropów w tej sprawie. Nie przesłuchano wszystkich świadków, nie pobrano bilingu z telefonu sprawcy - takie niektóre rzeczy, ale moim zdaniem ważne i mogłyby jakieś nowe światło rzucić na tę sprawę.
Mówi reporterowi Weekend FM córka Ewy Lewandowskiej Jolanta Świętochowska.
Sprawa ma też drugi, bulwersujący wątek, który jednak nie będzie miał znaczenia dla dzisiejszego posiedzenia sądu. Najprawdopodobniej zostałaby już wyjaśniona, gdyby prawidłowo działała kamera monitoringu w Czarnem, która wisi tuż nad miejscem wypadku. Zamiast jednak rejestrować to, co działo się na skrzyżowaniu, nagrywała obraz z placu Wolności. Na polecenie burmistrza Czarnego Piotra Zabrockiego, który przepraszał już za swoją decyzję, jej obiektyw skierowany był bowiem na świąteczną ozdobę - bombkę ustawioną w centrum Czarnego.















