O co tym razem poszło? Szczegóły zna Michał Drejer, który przysłuchiwał się wczorajszym obradom w ratuszu.
Burza rozpętała się po sprawozdaniu z prac burmistrza, w którym odniósł się on także do wywiadu Mariusza Brunki w jednym z lokalnych periodyków. Radny powiedział tam między innymi, że "liczne toalety w podstawówkach cuchną wilgocią", a uczniom służą "zdezelowane ławki, które pamiętają rodziców" uczniów.
- Nie ma w naszych szkołach ławek pamiętających rodziców obecnych uczniów szkół i nie ma skorodowanych, śmierdzących toalet.
W odpowiedzi radny Mariusz Brunka stwierdził, że burmistrz cytując zmanipulował jego opinię:
- Kłamać i manipulować - taką ma pan naturę. Nie pojawiło się tam słowo "śmierdzących".
W dalszej części sesji radny wytknął burmistrzowi, że ten chce budować ścieżkę pieszo-rowerową w stronę swojego obecnego miejsca zamieszkania, a także modernizować ulicę w Chojnicach, gdzie od wielu lat jest współwłaścicielem domu. Obaj panowie nie szczędzili sobie przykrych słów:
- Manipulacją, atakami, złośliwością daleko pan nie zajdzie. Ja wiem, oczywiście najlepiej by było, żeby władza była dożywotnia i dziedziczna. To jest marzenie Arseniusza Finstera. Ale niedoczekanie, łaskawco. Niedoczekanie. 20 lat i starczy. Dla pańskiego zdrowia psychicznego.
- Pana wycieczki personalne do mnie, co ja myślę, kim ja jestem, co ja o sobie sądzę, są mi dobrze znane. Myślę, że one panu nie przyniosą splendoru.
- Pan już uwierzył, że pan jest stworzony z innej gliny, że może pan ludzi obrażać, że może pan ludziom wciskać słowa, których nie wypowiedzieli, że może pan przeciwko tym ludziom organizować nagonkę.
- Pan Brunka jest zwykłym kłamcą. Kłamie! Kłamie! Niestety kłamie i to trzeba sobie bardzo wyraźnie powiedzieć.
Mając na uwadze zbliżające się wielkimi krokami wybory samorządowe, wydaje się, że podobne scysje na sesjach Rady Miejskiej Chojnic będą się powtarzać. Przynajmniej do jesieni.















