Poróżnili się, można by powiedzieć - tradycyjnie - opozycyjna radna Marzenna Ossowicka i burmistrz Arseniusz Finster. Zaczęło się od wypowiedzi radnej, która domagała się podniesienia kwot na dotacje dla organizacji pozarządowych i ponownie skrytykowała wydawanie publicznych pieniędzy na opłaty za certyfikaty dla miasta, czy burmistrza.
- Publiczne pieniądze nie są na to przeznaczone, aby wydawać je na tego typu właśnie wątpliwe zagadnienia.
- Czterdzieści dwa wyróżnienia. W trzech przypadkach miasto razem zapłaciło 12200 zł. Czy pani uważa, że społecznie uzasadnione jest płacić za to, że rozkłada się stoły pingpongowe, "se" grają ludzie w pingponga, a inni to organizują. To jest ok? Bo o takim sporcie mówimy. Albo, że gramy sobie w szachy i organizujemy. Głosując przeciwko temu budżetowi nie chcecie nam pomóc i ponosić jak gdyby wspólnej odpowiedzialności za rozwój miasta. Mówicie nie. A jeszcze pani tylko mówi: "daj pan więcej na sport na granty, bo ja muszę zorganizować kometkę, badmintona i tak dalej". No nie! No jak, o czym my dyskutujemy.
- Bardzo nieelegancko, pani burmistrzu zachował się pan. Proszę opanować emocje i nie deprecjonować społecznej działalności ludzi, którzy zajmują się amatorskim sportem.
Wypowiedź burmistrza dotknęła nie tylko działającą w stowarzyszeniu UKS Ósemka radną Osowicką.
- Czuję się niekomfortowo, tak, jak wszyscy ludzie, którzy zajmują się kulturą i sportem w tym mieście po usłyszeniu ostatnich słów, które pan burmistrz w tych swoich emocjach nam przekazał - ocenił radny z komitetu burmistrza Marek Szank.
Chwilę później ta gorąca dyskusja została zamknięta.















