Niemoc Chojniczanki trwała przez ponad 500 minut i zakończyła się dopiero w doliczonym czasie spotkania z Puszczą. Po strzale Michała Markowskiego bramkarz gości futbolówkę co prawda złapał, ale pod naporem napastników MKS-u wpadł z nią do bramki. Mimo protestów piłkarzy z Niepołomic sędzia gola uznał.
Niestety był to tylko gol wyrównujący, bo od 3. minuty spotkania to Puszcza prowadziła 1:0, po samobójczym strzale.. Michała Markowskiego.
"Cieszę się, że mój zespół po straconej bramce dalej wykazywał chęć gry o 3 punkty", mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener Chojniczanki Krzysztof Brede.
"Nie takiego scenariusza się spodziewaliśmy, ale szybko stracona bramka spowodowała inne założenia taktyczne. Byliśmy zmuszeni grać atak pozycyjny, próbowaliśmy z każdej strony, ale Puszcza była dobrze zorganizowana w obronie. W drugiej połowie już zaczęliśmy stwarzać dogodniejsze sytuacje, jak Adama Ryczkowskiego, czy Tomka Mikołajczaka. Te bramki powinny paść, niestety nie padły. Jestem dumny, że zespół był bardzo zdeterminowany, do ostatniej minuty gonił, żeby odwrócić losy tego meczu, żeby strzelić bramkę. Nawet w ostatnich sekundach zablokowany Piotrek Kieruzel dwukrotnie, to uderzenie Rafała Grzelaka po rzucie wolnym broni bramkarz oraz te wcześniejsze sytuacje spowodowały, że mamy jeden punkt. Chcieliśmy zdobyć 3 punkty, ale się nie udało.
Po 18. kolejkach piłkarskiej 1. ligi MKS ma 32 punkty i jest liderem. Przynajmniej do niedzieli (19.11), bo wtedy swoje spotkania rozegrają depczące Chojniczance po piętach Miedź Legnica i Odra Opole.
Słuchaj relacji Michała Drejera z meczu:





















