W wizji lokalnej i eksperymencie procesowym wzięli udział komendant i zastępca obozu harcerskiego w Suszku oraz trzech drużynowych. Wszystko po to, by - jak mówi prokuratura - jak najdokładniej odtworzyć, to co zaszło w nocy z 11 na 12 sierpnia. Poniedziałkowe działania to jeden z wielu wątków śledztwa:
Na chwilę obecną trudno mi powiedzieć, czy ten eksperyment może coś zmienić, bo śledztwo prowadzone jest wielowątkowo. Badamy też różne, inne okoliczności, które mogą przyczynić się do wyjaśnienia tej sprawy, do ustalenia, czy właściwie wdrożone zostały systemy ostrzegania, czy właściwie działały centra zarządzań kryzysowych, czy Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej powiadomił wszystkie stosowne instytucje o zaistniałym zagrożeniu.
Mówiła reporterowi Radia Weekend na terenie obozu harcerskiego w Suszku prokurator Renata Szamiel z Prokuratury Okręgowej w Słupsku. W eksperymencie i wizji lokalnej wykorzystano również drona.
"Wiedzieliśmy, że będzie burza, nie wiedzieliśmy, że o takiej sile"
"Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy zrobić" - mówią harcerze-opiekunowie z obozu harcerskiego w Suszku. Ponad miesiąc po tragicznej nawałnicy w poniedziałek (18.09.) ponownie wrócili na miejsce obozu. Wraz z prokuraturą i policją próbowali odtworzyć wydarzenia z nocy z 11 na 12 sierpnia:
Wiedzieliśmy, że będzie burza, nie wiedzieliśmy, że o takiej sile, bo burze na obozie były wcześniej. Myślę, że było około pięciu burz na obozie. Ja byłem na kilkunastu obozach w życiu i nigdy czegoś takiego nie przeżyłem. Kazałem drużynowym poprawić namioty, ponaciągać. Powiedziałem, że w razie gdyby się coś działo poważnego, gdyby rzeczywiście był na przykład mocny wiatr, to wtedy ewakuujemy się do młodnika na sygnał alarmowy syreny. No niestety doszło do tego, że musieliśmy tę syrenę włączyć.
Odrazu jak zaczęły lecieć drzewa, to zaczęliśmy próbować ewakuację, od pierwszych właściwie większych gałęzi, które poleciały, bo widzieliśmy co się dzieje. Trochę sentyment, trochę strach i trochę niedowierzanie, tak na zmianę. Najbardziej niedowierzanie, że byliśmy akurat w tym momencie lasu, w którym jeszcze coś zostało, bo tam to wydaje mi się, że nie wiem, czy ktokolwiek by wyszedł z tych momentów, gdzie wszystkie drzewa poleciały.
Wspominają harcerze z sierpniowego obozu harcerskiego w Suszku.
W nawałnicy, która przeszła w sierpniu przez powiat chojnicki zginęło pięć osób, w tym dwie młode harcerki z obozu harcerskiego w Suszku. Rannych zostało ponad 30 osób.























