Wiatrołomy w korycie rzeki groziły powodzią. Po dwóch tygodniach udało się jednak uspokoić sytuację na Brdzie, chociaż łatwo nie było - przyznaje kapitan Przemysław Lipczyński:
- Rzeka w niektórych miejscach ma takie meandry mocno zalesione i tam te silniejsze podmuchy wiatru tak powalały drzewa, że są one ze sobą mocno splątane, dodatkowo są dosyć spore skarpy, więc dostęp był utrudniony. Te zakola były najtrudniejsze do oczyszczenia.
Żołnierze na razie zostają w tymczasowej bazie w Rytlu i czekają na kolejne rozkazy.



















