Swoją nową drogę życia muszą zaczynać na gruzach. Sandra i Krzysztof ze Skoraczewa w gminie Sośno na tydzień przed ślubem stracili dosłownie połowę domu, który remontowali od trzech lat.
Teraz muszą odbudować to, co im zostało. Swoją historię opowiedzieli reporterowi Radia Weekend.
- Trzy lata montowaliśmy ten dom, po trzech latach zamieszkaliśmy tu, dwa miesiące zdążyliśmy się pocieszyć no i tydzień przed ślubem...
- Strop i to wszystko mieliśmy w salonie, więc to były takie gigantyczne cegły i gruz, że jak byśmy tam byli, to pewnie już byśmy nie rozmawiali ze sobą.
Dokładnie tydzień po nawałnicy, czyli w ostatnią sobotę 19 sierpnia, Sandra i Krzysztof mieli wesele. Jak mówią zarówno oni, jak i ich goście zapamiętają je do końca życia.
- W naszej sali, gdzie mieliśmy mieć ślub, nie było prądu. Jako, że nie było muzyki, pierwszy taniec odtańczyliśmy przy muzyce z telefonu. Później, żeby chociaż troszeczkę sobie potańczyć, mój brat puścił na podwórku muzykę z samochodu i zamiast na sali, połowa osób stała i tańczyła na zewnątrz.
Posłuchaj całej historii Sandry i Krzysztofa. Wszystko opowiedzieli reporterowi Radia Weekend Maciejowi Borowi:
Sandra i Krzysztof - historia nowożeńców ze Skoraczewa
Pierwsza piosenka, którą na ślubie puszczali sobie z telefonu Sandra i Krzysztof to "Into my arms" Nicka Cave"a.
Czytaj też:
























