Choć nie apelowały o pomoc, przyjeżdżają do nich ludzie z różnych stron Polski i pomagają w sprzątaniu po nawałnicy. Siostry Franciszkanki z klasztoru w Orliku w gminie Brusy mówią, że ich klasztor ocalał, ale żywioł zupełnie zniszczył pobliski ogród, las i cmentarz:
- Przestały śpiewać ptaki, nie ma wiewiórek naszych, po prostu zrobiła się pustynia, ale zostały za to znaki - można powiedzieć - Bożej pamięci. Na cmentarzu też, mimo, że ucierpiały nagrobki, ale krzyże wszystkie pozostały. Dzisiaj jesteśmy przerażone rozmiarem tego, co się stało. Większość uważa z nas, że powinnyśmy odbudować ten las. Kilkadziesiąt lat temu inne siostry sadziły ten las. Myślę, że przyszedł czas na nasze pokolenie.
Mówi Radiu Weekend przełożona prowincjonalna sióstr Franciszkanek w Orliku siostra Mirona Turzyńska. I dziękuje wszystkim, którzy przyjeżdżają do klasztoru, by pomóc w sprzątaniu pobliskiego terenu:
- My tylko opublikowałyśmy zdjęcia na facebooku i to wywołało naprawdę taki pozytywny odzew. Nasz klasztor stał w lesie i tak, jak widać wkoło, to wszystko uległo ruinie. Bardzo dziękuję wszystkim tym, którzy nas wspomagają. My tak naprawdę nikogo nie wzywamy i nie prosimy. Ci ludzie się pojawiają i to jest takie piękne, że są z nami. To nam dodaje sił.
W tej chwili siostrom Franiszkankom z klasztoru w Orliku najbardziej potrzebne są piły, paliwo i - jak przyznają - dodatkowe ręce do pracy.



























