Wracamy do sądowego procesu, w którym na ławie oskarżonych zasiada były burmistrz Debrzna Mirosław B.
Z wyjaśnień złożonych wczoraj (22.03) przez mężczyznę, któremu Mirosław B. miał zlecić zastraszenie przewodniczącego Rady Miejskiej w Debrznie wynika, że walka o władzę podczas ostatnich wyborów samorządowych i tuż po nich była bezpardonowa.
Relacja reportera Radia Weekend Michała Drejera.
Sam fakt, że były burmistrz Debrzna jest oskarżony o próbę "załatwienia" sobie pracy w magistracie poprzez wynajęcie przysłowiowych "zbirów" do zastraszenia przewodniczącego Rady Miejskiej mówi wiele o tym, jak może wyglądać walka o najwyższe stanowiska.
Z wyjaśnień mężczyzny, któremu Mirosław B. miał zlecić tę "brudną robotę" wyłaniają się jednak kolejne zdarzenia, o których mówi się, że zdarzają się tylko w filmach. Jarosław U. w wyborach w 2014 roku zaangażował się w kampanię Mirosława B., bo - jak przyznał przed sądem - "Mirek miał mu załatwić mieszkanie". Powiedział też, że w ramach wspierania byłego burmistrza podczas wyborów... rozdawał alkohol za głosowanie na Mirosława B.
Natomiast już po wyborczej porażce Mirosław B. miał najpierw zaproponować, żeby nowego burmistrza Debrzna zwabić pod pozorem zainteresowania terenami inwestycyjnymi, spoić alkoholem, wsadzić za kierownicę i auto zepchnąć do rowu, jednocześnie wzywając policję, a gdy Jarosław U. stanowczo odmówił miał pojawić się pomysł na zastraszenie przewodniczącego Rady Miejskiej. Dlaczego akurat jego? Bo, jak wyjaśniał przed sądem mężczyzna, według Mirosława B. to Zdzisław Marek miał "wyciągnąć z worka" nowego burmistrza, który "na niczym się nie zna" i mieć na niego duży wpływ.
Były burmistrz Debrzna Mirosław B. nie chciał odnieść się do rewelacji przedstawionych przed sądem przez Jarosława U.
Czytaj też:
















