Chociaż w naszym regionie nie było ostatnio przypadku utonięcia pod lodem, nie zmienia to faktu, że wchodzenie na skute lodem jeziora może skończyć się tragicznie. A akcja ratowania osoby, pod którą załamał się lód, jest bardzo trudna. Relacja Michała Drejera.
W rejonie Chojnic praktycznie codziennie i na każdym zamarzniętym zbiorniku wodnym można spotkać spacerowiczów. To pojedyncze osoby, ale także całe rodziny. Niektórzy nie mają nawet oporów, żeby wyjść na środek jeziora, a o swoich dokonaniach informują potem na portalach społecznościowych.
Nie należy jednak zapominać, że lód na naturalnych zbiornikach może być zdradliwy, a po wpadnięciu do wody o temperaturze bliskiej zeru szanse na przeżycie są niewielkie, a akcja ratunkowa bardzo trudna.
- Akcja jest trudna, gdyż jest bardzo nietypowa. Taki strażak-ratownik udaje się przy pomocy sań do osoby poszkodowanej, która woła pomocy, strażak jest przypięty za pomocą liny i osoby, które są na brzegu, asekurują, że w momencie dotarcia można szybko osobę ewakuować na brzeg.
Mówi Marcin Wróblewski z chojnickiej straży pożarnej. I dodaje, że w przypadku zauważenia osoby, pod którą załamał się lód, należy jak najszybciej zawiadomić ratowników, a akcję ratunkową na własną rękę podejmować bardzo ostrożnie.















