Pielęgniarki z chojnickiego szpitala, ustami przewodniczącej Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, prostują słowa swojego dyrektora Leszka Bonny, który na ostatniej sesji powiatowej mówił o ich zarobkach. Według dyrektora, pielęgniarka po licencjacie może w chojnickim szpitalu liczyć na pensję rzędu 3 tys. 200 zł, a po studiach 3,5 tys. brutto.
"To nie do końca prawda" - mówi Radiu Weekend przewodnicząca związku Beata Kubkowska. - Pielęgniarka może tyle zarobić, ale wraz z pochodnymi: dodatkiem za dyżury czy dodatkiem stażowym, który nabywa się po 5 latach pracy" - tłumaczy Beata Kubkowska:
Natomiast w naszym szpitalu nie wszystkie pielęgniarki pracują w systemie zmianowym więc dyżurów nie mają. I dla tych pielęgniarek jest goła pensja, nic więcej.
Beata Kubkowska odniosła się też do podwyżek pielęgniarek. Jej zdaniem, słowa dyrektora na sesji powiatowej zabrzmiały tak, jakby podwyżki dotyczyły tylko i wyłącznie pielęgniarek z Chojnic:
Wszystkie media, tu nawet pan dyrektor się wypowiada, rozpisuje, że to w chojnickim szpitalu będą te podwyżki, to ja chciałam powiedzieć, że te podwyżki dostaną wszystkie pielęgniarki i położne w całym kraju. To jest kwota, gdzie pracodawca nie ponosi żadnych kosztów, szpital nie ponosi żądnych kosztów.
Wynagrodzenie zasadnicze pielęgniarki z licencjatem, która zakończyła pracę w okresie próbnym, wynosi 2210 zł brutto, a dla pielęgniarki po studiach - 2410 zł brutto. Do tego należy doliczyć 335 zł, które pielęgniarki wywalczyły w ogólnopolskich protestach i po zawarciu porozumienia z ówczesnym ministrem zdrowia Marianem Zembalą. Chodzi i kwotę 335 zł, która do pielęgniarek w całym kraju trafia z Narodowego Funduszu Zdrowia na mocy porozumienia z rządem w 2015 roku. Związki zawodowe podpisały wtedy głośny kontrakt "4 razy 400 zł", na mocy którego pensja pielęgniarek wzrasta co roku przez 4 lata.
Jak przyznaje Beata Kubkowska, pielęgniarki zostały też objęte podwyżką w styczniu 2015 roku, kiedy szpital dołożył 260 zł do pensji wszystkich swoich pracowników.















