Próbę organizował klub z Mielna, a morsowanie odbywało się w kilkudziesięciu zgłoszonych miejscach w całej Polsce punktualnie o 12.00. W jeziorze Charzykowskim kilkuminutową kąpiel zaliczyło ponad 60 osób:
- Myślę, że fajna akcja. W lutym byliśmy na takim jednorazowym biciu rekordu Guinnessa w Mielnie. Dzięki tej akcji dzisiaj mamy rekord frekwencji. Zwykle jest koło 40 osób, dzisiaj koło 60 było. Naprawdę - to jest dla każdego.
Mówi Radiu Weekend jeden z chojnickich morsów Maciej Gwizdała.
Aby rekord Guinnessa został pobity, w samo południe do wody musiało wczoraj (13.12) wejść łącznie ponad 1 tys. 799 osób.
Charzykowską część próby obserwował Michał Drejer:
Mimo niezbyt sprzyjającej pogody - silnego wiatru i przelotnego deszczu na plaży w Charzykowach zebrało się kilkudziesięcioro morsów i sporo widzów. Punktualnie o 12.00 przy dźwiękach dzwonków odważni wbiegli do wody.
Niektórym jednak zimno w ogóle nie przeszkadzało, a przekrój wieku morsów wyniósł od kilku do kilkudziesięciu lat. Wśród kilkorga dzieci był także 8-letni Franek:
- Było dobrze, zimno trochę.
- Bardzo dobrze, przyjemnie, ciepło. 20 lat zostawiłam w wodzie.
- 4 lata pływam. Nie choruję nigdy.
- Nazywam się Maciej Gwizdała, mieszkam w Chojnicach, pracuję w Kęsowie w szkole i tak tutaj bawimy się od kilku lat w morsowanie. Morsy z Mielna zorganizowały akcję dotyczącą bicia rekordu Guinnessa i chodzi o to, żeby w różnych punktach kraju weszły grupy o tej samej porze do wody, która ma mniej, niż 10 stopni. Myślę, że fajna akcja. W lutym byliśmy na takim jednorazowym biciu rekordu Guinnessa w Mielnie, gdzie weszło nas 1799 naraz na plaży w Mielnie. Dzięki tej akcji dzisiaj mamy rekord frekwencji. Zwykle jest koło 40 osób, dzisiaj koło 60 było. Naprawdę - to jest dla każdego. Jak pracuję z młodzieżą, przez zimę nie miałem w ogóle kataru.
Bicie rekordu Guinnessa organizował klub morsów z nadmorskiego Mielna. Aby został pobity jednocześnie do wody musiało wejść ponad 1799 osób. Z danych organizatorów wynika, że do akcji zgłosiło się ponad 90 miejscowości w całej Polsce, łącznie grubo ponad 2,5 tysiąca osób.
Na oficjalną informację z biura rekordów Guinnessa o powodzeniu, bądź fiasku przedsięwzięcia, trzeba będzie jednak trochę poczekać.
















