Jak twierdzą, podwyżek nie było od lat, a wzrósł zakres obowiązków. Początkowy postulat 1 tys. 500 zł podwyżki, rozłożonej w ratach w trakcie negocjacji, został obniżony do 300 zł wypłaconych w tym roku. Zarząd przyznał jednak pracownikom tylko 100-złotową podwyżkę do pensji. Rozmowy z udziałem mediatora nie przyniosły rozstrzygnięcia, a pracownicy zagłosowali w referendum za przeprowadzeniem akcji protestacyjnej.
- Pacjenci jednak na tym nie ucierpią. Nie przewidujemy odejścia od łóżek pacjentów - obiecują związkowcy:
- Przyjadą pracownicy poza godzinami pracy, żeby uczestniczyć, ale nie będzie tego, żeby pracownik, który jest akurat w dniu pracy odszedł od pacjentów albo nie wykonał swoich obowiązków. Może te swoje obowiązki wykonywać wolniej, dokładniej, a nie jak w tej chwili: szybko, szybko i biegiem.
Mówi Radiu Weekend przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ Solidarność w kościerskim szpitalu Andrzej Pufelski.
"Niestety nie mam worka z pieniędzmi pod biurkiem. Nie mogę dać większych podwyżek, chociaż zależy mi, by nie stracić świetnej kadry" - tak prezes Szpitala Specjalistycznego w Kościerzynie Wiktor Hajdenrajch komentuje planowaną przez pracowników akcję protestacyjną.
- Pracownicy mają prawo do protestu. Najważniejsze, że nie odejdą od łóżek pacjentów - mówi Radiu Weekend prezes Szpitala Specjalistycznego w Kościerzynie Wiktor Hajdenrajch:
- W 1989 r. ludzie nabrali prawa do protestu, a że może być głośno, że mogą panie pielęgniarki czy ktokolwiek inny ubrać się w czarne koszulki; gdyby nawet przyszli i rozłożyli mi się tutaj pokotem w tym pomieszczeniu, w którym jesteśmy, bym sam im przygotowywał herbatę, bo mam wystarczającą ilość kubków.
Tymczasem tylko w ciągu ostatnich 9 ostatnich miesięcy szpital odnotował 5 mln zł straty. Część tej kwoty ma być zwrócona szpitalowi przez NFZ przy rozliczaniu nadlimitów.















