Przypomnijmy, że decyzją Zarządu Powiatu Człuchowskiego lekcje ZST odbywają się w czterech różnych budynkach na terenie miasta. Problem w tym, że i uczniowie, i nauczyciele nie mogą zdążyć na zajęcia na czas, bo placówki oddalone są od siebie o kilkanaście minut drogi, a przerwy są zbyt krótkie i niezsynchronizowane. Dlatego nauczyciele obawiają się, że nie zdążą zrealizować programu:
- Jesteśmy cały czas rozbiegani, plan mamy zmieniany z dnia na dzień. Panuje kompletny chaos.
- Przyjeżdżam na pierwszą godzinę do liceum; Drugą mam na ulicy Koszalińskiej w budynku ZST; Trzecią godzinę w szkole agrobiznesu; Czwartą na ulicy Koszlińskiej; piątą w liceum; szóstą na Koszlińskiej; siódmą w budynku liceum.
- Wędrujemy z uczniami. W pięciominutowej przerwie przemieszczamy się z jednej szkoły do drugiej.
- Nie pasują nam dzwonki. My się tu spóźniamy na lekcję, albo tam się spóźniamy.
- Wczoraj musieliśmy na ostatniej lekcji czekać pół godziny, aż pani od historii przejdzie z jednego budynku do drugiego.
- Z dziennikami to jest masakra, bo o ile tutaj mamy dziennik elektroniczny i mamy dostęp w klasach, to w innych szkołach (w żadnej szkole, w której byłam) nie miałam dostępu do dziennika elektronicznego, więc mam listę. Uczniowie się podpisują na kartce.
Opowiadają naszemu reporterowi uczniowie i nauczyciele z ZST. Jak dowiedziało się Radio Weekend, dyrekcja szkoły zapewnia, że pracuje nad dostosowaniem planu, tak żeby uczniowie mieli lekcje w jednym budynku danego dnia, ale na to potrzeba czasu. Podobnie jest z dostosowaniem dzienników elektronicznych.
Pracujemy nad dostosowaniem planu, tak żeby lekcje odbywały się w jednym budynku, ale na to potrzeba czasu - mówi dyrektor Zespołu Szkół Technicznych w Człuchowie Maria Marcinowska:
Pracujemy w tej chwili nad uszczegółowieniem planu lekcji, tak żeby nauczyciele, którzy idą do jednego obiektu byli w nim cały dzień, a nie biegali pomiędzy poszczególnymi budynkami. Mamy nadzieję, że uda to nam się w najbliższym czasie zrobić. Żeby to wróciło do jakiejś normalności, zwyczajnie potrzeba czasu. Wiem, że to jest bardzo trudne dla nauczycieli i bardzo trudne dla uczniów, ale głęboko wierzymy w to, że za rok będziemy tu wszyscy razem, a o to wszyscy zabiegaliśmy.
Rozbicie nauki na cztery budynki to pokłosie konfliktu między uczniami a władzami powiatu. Uczniowie nie zgadzali się na przekazanie kolejnego piętra ich budynku szkole sportowej oraz przeniesieniu zawodówki w inne miejsce. Zarząd Powiatu zawarł z nimi porozumienie i na czas dobudowania nowych sal w ZST rozdzielił zajęcia na cztery szkoły. Uczniowie, czują się jednak oszukani, bo jak mówią, umawiali się na dwie lokalizacje i możliwość korzystania z sal szkoły sportowej.















