Było tak na przykład w lokalu wyborczym przystosowanym dla osób niepełnosprawnych w Szkole Podstawowej numer 1, gdzie zawiodła specjalna winda.
- W przypadku jednego z wyborców, mężczyzny bardzo słusznej postury, który przyjechał wózkiem elektrycznym okazało się, że ta winda nie jest w stanie go wciągnąć, więc strażnicy miejscy musieli pomóc. Na szczęście szczęśliwie udało mu się zagłosować.
Mówi Radiu Weekend Robert Wajlonis. I przytacza dwa inne przykłady niecodziennych incydentów: jeden z wyborców koniecznie chciał wejść do lokalu z psem, a następny podejrzał, jak głosuje kobieta obok, stwierdził, że zrobiła to niepoprawnie i domagał się od komisji unieważnienia jej karty.















