Jak informowaliśmy, pierwsze ustalenia Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która prowadzi śledztwo w sprawie katastrofy potwierdziły, że fragment blachy rzeczywiście może pochodzić z prezydenckiego tupolewa. Wczoraj (06.05) wydano postanowienie uznające fragment metalu za dowód rzeczowy. Zadecydowano też, by przedmiot oddać na przechowanie osobie godnej zaufania, zobowiązując ją do przedstawienia rzeczy na każde wezwanie organu prowadzącego postępowanie:
- Nikt niczego nie będzie demontował, niczego nie będzie niszczył, usuwał, jest on do dyspozycji prokuratury, ale pod opieką osoby godnej zaufania, byłego samorządowca z terenu powiatu kościerskiego. Jeżeli wrak samolotu TU 154-M wróci do Polski i będzie potrzeba rekonstrukcji tego wraku, wówczas może pojawić się potrzeba wykorzystania tego fragmentu metalowego na potrzeby rekonstrukcji.
Mówi Radiu Weekend rzecznik prasowy Naczelnego Prokuratora Wojskowego ppłk Janusz Wójcik.
Przypomnijmy, niewielki fragment prezydenckiego tupolewa przywiózł z wycieczki do Smoleńska jeden z mieszkańców Kościerzyny. Jego kolega - były radny powiatowy - Kazimierz Maszk z innej wycieczki przywiózł z kolei ziemię smoleńską. Obydwie pamiątki uroczyście odsłonięto podczas obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej. Umieszczono je w przezroczystych urnach i przymocowano do tablicy upamiętniającej ofiary katastrofy.















