Przypomnijmy, że pod koniec ubiegłego roku Fierek została zwolniona bez wypowiedzenia z banku, któremu szefowała przez ostatnie lata. Powodem było niedotrzymanie terminu zwrotu służbowego laptopa, pendrive´a i komórki.
Po ostatniej rozprawie strony dostały 30 dni na poinformowanie o ewentualnej ugodzie. Ugody jednak nie zawarto. W trakcie dzisiejszego posiedzenia sąd przesłuchał ośmioro świadków: pracowników banku oraz członków Rady Nadzorczej. Ci pierwsi mówili głównie o inwentaryzacji w gabinecie byłej prezes. Jak zeznali, mieli do uporządkowania kilkaset dokumentów. Szczegóły w relacji Michała Drejera.
- Świadkowie zgodnie zeznali, że były to zarówno dokumenty służbowe, jak i prywatne, należące do byłej prezes. Członkowie rady nadzorczej opisywali natomiast grudniowe spotkanie prezydium rady i zarządu banku z Jolantą Fierek. Powodem tego spotkania miało być nie - co zeznawała wcześniej powódka - poinformowanie o coraz gorszej opinii klientów o banku, a wnioskowana przez byłą prezes premia w wysokości 50 tys. złotych. Miała się także domagać comiesięcznej gaży w wysokości 5 tys. złotych za doradztwo. Z zeznań świadków wynika, że spotkanie to zakończyło się przepychanką słowną byłej i obecnej prezes banku, które nawzajem zarzucały sobie kłamstwa. Żaden ze świadków nie potwierdził, żeby na spotkaniu 18 grudnia ubiegłego roku pojawiła się informacja o przekroczeniu przez Jolantę Fierek terminu oddania bankowego sprzętu, ani tym bardziej o planach zwolnienia jej z pracy. Przypomnijmy, że dyscyplinarkę otrzymała kilka dni po tym spotkaniu.
Kolejne posiedzenie sądu w tej sprawie odbędzie się 11 czerwca.















