Jak już informowaliśmy w Wiadomościach Weekend FM, fragment samolotu przywiózł z wycieczki jeden z mieszkańców Kościerzyny. Jego kolega natomiast, były radny powiatowy Kazimierz Maszk, przywiózł z innej wycieczki ziemię z miejsca katastrofy. W miniony piątek zarówno fragment samolotu, jak i ziemię umieszczono w przezroczystych gablotach,uroczyście odsłonięto i poświęcono. Teraz sprawą zajmie się Naczelna Prokuratura Wojskowa. Mówi Radiu Weekend rzecznik prasowy Naczelnego Prokuratora Wojskowego podpułkownik Janusz Wójcik:
- Pod koniec ubiegłego tygodnia uzyskaliśmy informację dzięki mediom, że w posiadaniu osób prywatnych znajduje się fragment pochodzący z samolotu TU-154M przywieziony ze Smoleńska. Informacje w tym zakresie będą weryfikowane. Chodzi o to, żeby potwierdzić autentyczność pochodzenia tego przedmiotu, jego przydatność dla śledztwa i w zależności od tych poczynionych ustaleń będą podejmowane dalsze działania.
Jak się dowiedzieliśmy - ewentualne czynności podjęte w sprawie będą prowadzone w ramach głównego śledztwa.
Tymczasem były radny Kazimierz Maszk - inicjator poświęcenia fragmentu samolotu - twierdzi, że zainteresowanie prokuratury tym tematem jest przesadą. Jak mówi, ze sprawy próbuje rozbić się wielką sensację.
- Uważam, że to jest wielka przesada. Żeby taki maleńki skraweczek, wielkości gęsiego jajka. Próbuje się z tego teraz zrobić wielką sensację. Problemem teraz powinno być to, że po tylu latach ten samolot jeszcze tam jest i my nie mamy dostępu do źródeł. To powinno być problemem i w tym kierunku powinno być ukierunkowane działanie, a nie w odwrotnym kierunku.
Mówi Radiu Weekend Kazimierz Maszk, który z wycieczki ze Smoleńska przywiózł garść ziemi. Ją również umieszczono w gablocie przy pamiątkowej tablicy smoleńskiej w Kościerzynie.
Więcej na ten temat:
















