3 osoby z podejrzeniem włośnicy trafiły do gdańskiego szpitala, a 46 zostało objętych nadzorem sanepidu. Ponad 20 osób to mieszkańcy powiatu kościerskiego, pozostali to osoby z powiatów: gdańskiego, wejherowskiego, tczewskiego oraz starogardzkiego.
Zgłoszenie z Pomorskiego Centrum Chorób Zakaźnych i Gruźlicy w Gdańsku o podejrzeniu zachorowania na włośnicę Powiatowa Stacja Sanitarno - Epidemiologiczna w Kościerzynie otrzymała w środę (28.01). Pracownicy stacji natychmiast podjęli czynności związane z ustaleniem źródła i pochodzenia mięsa oraz wskazanych objęciem osób nadzorem.
- Trzy osoby podejrzeniem włośnicy trafiły do szpitala, u kilkunastu wystąpiły objawy kliniczne obecności pasożyta - mówi Radiu Weekend rzecznik prasowy Powiatowej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej w Kościerzynie Katarzyna Duska:
Główne objawy początkowe, to bóle mięśnie, gorączka i biegunka. W późniejszej fazie to obrzęki oczu, twarzy zapalenie spojówek. Muszę zaznaczyć że zakażenie włośniem może przebiegać bezobjawowo. Dlatego wszystkie osoby zostały objęte nadzorem epidemiologicznym i są pod opieką lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej.
Stan pacjentów w szpitalu jest dobry, ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Pracownicy kościerskiego sanepidu dodają, że osoby objęte nadzorem nie zagrażają zdrowiu innych osób. Włośnicą można się zarazić jedynie spożywając mięsa z larwami pasożyta.
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, rodzina z powiatu starogardzkiego przygotowała wyroby wędliniarskie z dzika i świni i obdarowała nimi m.in. na święta rodzinę z powiatu kościerskiego. Tak mogło dojść do zakażenia. Choć to, czy rzeczywiście tak było, wykaże postępowanie, które ma wskazać na pochodzenie i źródło spożytego już mięsa. Prowadzone są też szczegółowe badania w kierunku potwierdzenia u pacjentów obecności pasożyta. Kościerski sanepid powiadomił już o tej sprawie Powiatowego Lekarza Weterynarii oraz prokuraturę.















