Były komendant Straży Miejskiej w Czersku przegrał przed Sądem Pracy sprawę o przywrócenie go na stanowisko. Przypomnijmy, że Jarosław Szwil został odwołany po tym, jak za przekroczenie prędkości przez lawetę ścigał właściciela przewożonego samochodu.
W uzasadnieniu swojej decyzji o odrzuceniu powództwa sędzia Marek Osowicki dosadnie ocenił pracę komendanta:
- Takie działania powoda naraziły rzeczywiście pozwany urząd na pewną śmieszność i powodowały brak zaufania do działań Straży Miejskiej w Czersku ze strony kierowców i mieszkańców. Jeżeli samochód jest przewożony na lawecie, to nie uczestniczy on w ruchu drogowym. W związku z tym samo pytanie - komu powierza do używania bądź kierowania ten pojazd - można powiedzieć jest bezprzedmiotowe i świadczy być może o błędnym stosowaniu prawa przez powoda. Powód jako komendant powinien być wzorem i powinien prawo stosować odpowiednio. W tym przypadku na pewno te kompetencje swoje przekroczył i pokazał że tego doświadczenia, wymaganego odpowiedniego, nie posiada.
Drugiej i ostatniej rozprawie przysłuchiwał się Michał Drejer:
Uzasadnienie decyzji wydanej przez sędziego Marka Osowickiego nie było długie, ale treściwe:
- Do pracowników na stanowiskach kierowniczych trzeba mieć surowsze wymagania. Ze stanowiskiem nie wiążą się tylko uprawnienia do zarządzania, do kontroli, dodatki funkcyjne, ale również i odpowiedzialność i w tym przypadku zdaniem sądu świadczy to działanie o braku należytej sumienności i staranności w działaniu powoda, a nawet, jeżeli chodzi o kwestie kwalifikacji, pewnych wątpliwości co do stosowania samego prawa, w tym przypadku Kodeksu wykroczeń.
Były komendant czerskiej Straży Miejskiej Jarosław Szwil orzeczeniu przysłuchiwał się z niezbyt wesołą miną, a po wyjściu z sali rozpraw podsumował krótko:
- Jestem zaskoczony.
Zaskoczony nie był za to pozwany przez byłego komendanta burmistrz Czerska Marek Jankowski:
- Sędzia bardzo dokładnie uzasadnił i co do tego ja też nie miałem wątpliwości.
Wyrok człuchowskiego Sądu Pracy jest nieprawomocny. Jarosław Szwil zapowiedział już apelację.


























