Ale oprócz wpadek strażacy zaliczyli także badanie z sukcesami. Szczegóły w realcji Anety Czupryniak.
Gotowość bojową OSP latem badali strażacy zawodowi. Akcja za każdym razem wyglądała tak samo. - Ochotnicy byli informowani o zdarzeniu w godzinach przedpołudniowych - mówi komendant gminny Łukasz Kwiatkowski. Otrzymują sms-a o zdarzeniu oraz jest włączona syrena alarmowa. To jest podwójne powiadamianie.
Od tego momentu liczył się czas zbiórki przy remizie. Jak najszybciej miał tu się stawić zastęp, czyli minimum trzech ochotników. Rzecz w tym, że nie każdy, kto przybiegł do remizy, mógł brać udział w akcji. Do wozu bojowego wsiąść mogli jedynie strażacy z aktualnym kompletem badań, ubezpieczeniem i zaliczonym szkoleniem. A tych nie było zbyt wielu. Problemem był np. brak kierowców z uprawnieniami do kierowania pojazdem uprzywilejowanym.
Badania wykryły mankamenty, ale potwierdziły także sprawność i refleks gminnych OSP. Szybko i licznie w remizie zjawili się strażacy z Charzyków. Komendant Łukasz Kwiatkowski.
Od zaalarmowania do zgłoszenia do gotowości odjazdu, ty były trzy minuty i stawiło się siedem osób, również jednostka z Ogorzelin cztery minuty i stawiły się cztery osoby.
Dobry czas zaliczyły też jednostki z Pawłowa i Ostrowitego.
Wykluczona z badania była OSP w Lichnowach. Tutaj trwa budowa remizy i nie działa strażacka syrena. Komendant gminny zaręcza, że badania służyły jedynie rozeznaniu w możliwościach OSP i nie będą podstawą do udzielania kar, upomnień, czy nagan.















