Przed Sądem Pracy w Człuchowie odbyła się rozprawa z powództwa odwołanego komendanta Straży Miejskiej w Czersku.
Jarosław Szwil podtrzymał swoje roszczenia dotyczące uznania wypowiedzenia za bezzasadne, a pełnomocnik czerskiego ratusza dowodził, że burmistrz Marek Jankowski miał prawo rozwiązać umowę o pracę z komendantem.
Rozprawie przysłuchiwał się także nasz reporter, Michał Drejer. Czy sąd wydał jakieś orzeczenie w tej sprawie?
Nie. Rozprawa została odroczona, a sędzia - zgodnie z procedurami namawiał strony do postępowania ugodowego. Tego nie wykluczył ustami swojego adwokata ani Jarosław Szwil:
- My jesteśmy zainteresowani powrotem pana powoda do pracy również jak gdyby poza strukturami Straży Miejskiej w Czersku
ani pełnomocnik burmistrza Czerska Marka Jankowskiego, który jednak bez konsultacji ze swoim mocodawcą nie umiał powiedzieć, jakie ewentualnie stanowisko urząd mógłby zaproponować byłego komendantowi.
Zanim jeszcze doszło do rozmowy o ewentualnej ugodzie, Jarosław Szwil podkreślał swoją sumienność w wykonywaniu obowiązków komendanta:
- Nie otrzymałem żadnej kary pracowniczej, nota bene jeszcze w miesiącu maju dostałem nagrodę finansową za wzorowe wykonywanie obowiązków.
Natomiast pełnomocnik czerskiego ratusza w mocnych słowach przypominał sytuację, która doprowadziła do wręczenia komendantowi wypowiedzenia, czyli ściganie właściciela auta przewożonego na lawecie, za przekroczenie prędkości przez.. lawetę:
- Była to patologia funkcjonowania, forma chorego działania porządku publicznego na terenie miasta Czerska i naraziło to na śmieszność w całej Polsce.

























