Z dokumentem zapoznała się nasza kościerska reporterka:
Raport nie ujawnia jak doszło do katastrofy. Przedstawia jednak zdarzenia przed samym wypadkiem. Wiadomo, że śmigłowiec, który leciał z Borcza do Bydgoszczy wystartował dokładnie o 9:36. Te dane odczytano z urządzenia GPS znajdującego się na pokładzie maszyny.
Natomiast z zapisu korespondencji radiowej wynika, ze o 9:44 pilot nawiązał łączność ze służbami Informacji Powietrznej w Gdańsku, podając trasę lotu, wysokość i czas startu. Wiadomo też, że na pytanie informatora o pogodę - pilot zauważył, że warunki są niekorzystne.
Na oddalonym o 16 km od miejsca startu - lotnisku w Gdańsku Rębiechowie - wydano ostrzeżenie o ograniczającej widoczność mgle oraz zachmurzeniu. Informator podał pilotowi wartość ciśnienia na gdańskim lotnisku i zapytał o czas przybycia na lotnisko w Bydgoszczy. Pilot oszacował, że będzie tam za około 35 minut.
O 9.50. śmigłowiec runął jednak na ziemię. Spadł na pole uprawne w rejonie Wygonina, po czym częściowo spłonął. Nikt nie przeżył katastrofy.
Na pokładzie śmigłowca znajdowały się trzy osoby - mąż posłanki PIS-u Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk, jego partner biznesowy oraz zawodowy pilot. Wyjaśnieniem okoliczności katastrofy zajmują się Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych i Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.















