Strażnicy z Debrzna podjęli interwencję wobec Piotra Multana w poniedziałek (07.10) wieczorem. Jak tłumaczy komendant Ireneusz Ruszczyk, funkcjonariusze zauważyli samochód, którym, według anonimowego informatora, miał poruszać się pijany kierowca. Kiedy zatrzymał się na parkingu, podjechali, by to zweryfikować:
- Strażnicy wyczuli silną woń alkoholu od tego pana. W tym momencie, mając uzasadnione podejrzenie, że kierowca poruszał się pod wpływem alkoholu została wezwana policja. Podejrzewam, że teraz wszyscy będą nas podejrzewać o zemstę, natomiast jest to już nasta osoba w tym roku, którą zatrzymaliśmy po pijaku i nie jest to nasze celowe działanie. No pech chciał, że osoba, która jest głównym inicjatorem referendum i zarzuca straży miejskiej działanie niezgodne z prawem, sama przykładem nie świeci.
Piotr Multan nie chciał poddać się badaniu alkotestem. Skorzystał z możliwości pobrania krwi. Jak powiedział reporterowi Radia Weekend, nie złamał prawa i nie jechał pod wpływem alkoholu. Wypił natomiast ćwiartkę wódki już po zatrzymaniu się na parkingu. Jego zdaniem, dopiero potem podjechali strażnicy.
Piotr Multan jest głównym inicjatorem referendum w sprawie zlikwidowania Straży Miejskiej w Debrznie. Zarzuca jej nieprawidłowe funkcjonowanie. Pod inicjatywą podpisało się ponad tysiąc sto osób. Wczoraj (07.10) Rada Miejska w Debrznie powołała komisję, która zweryfikuje podpisy.
Aktualizacja:
Piotr Multan - jak tłumaczy - wracał akurat od znajomego ze Słupi, u którego naprawiał samochód. W rozmowie z reporterem Radia Weekend zapewniał, że prowadził trzeźwy:
- Ja tam może trzy piwa wypiłem w tej Słupi, ale pojechałem o 16:20, a ze Słupi wróciłem do Debrzna około 21:00. jak wróciłem do Debrzna, miałem w samochodzie przy sobie ćwiartkę wódki, którą sobie w samochodzie wypiłem, na parkingu. Samochód nie był w ruchu, więc nie złamałem żadnego prawa. Opuściłem ten samochód i szedłem do znajomego do sklepu. W tym czasie dopiero podjechała Straż Miejska w Debrznie na parking.
Na miejsce przyjechała też policja. Piotr Multan nie chciał się poddać badaniu alkotestem na miejscu. Jak tłumaczy, miał takie prawo i skorzystał z możliwości pobrania krwi. Wyniki znane będą za kilka tygodni. Piotr Multan zapewnia, że jest o nie spokojny.















