Zszokowani tą rodzinną tragedią są mieszkańcy wsi. Nie mogą zrozumieć, jak w ich sąsiedztwie mogło dojść do zabójstwa i samobójstwa. W Teologu była Aneta Czupryniak:
Mieszkańcy nie chcą komentować tego, co tu się stało. Mówią, że ze względu na uczucia dzieci nie żyjących małżonków. W tej sprawie wciąż jeszcze niczego nie można stwierdzić z całkowitą pewnością.
Wstępne ustalenia śledczych są takie, że najprawdopodobniej 58-letni mężczyzna najpierw zabił swoją 53-letnią żonę, a potem sam odebrał sobie życie. Małżonkowie byli w separacji. Kobieta nawet wyprowadziła się do Tucholi. Na rozmowę z nami zdecydowała się jedna z sąsiadek:
- Tylko mówiliśmy: Marysia uważaj, on cię może dorwać za to, że ty się wyprowadziłaś. A on za nią był, jak zwariowany. Jego zazdrość, że ona od niego odeszła - tylko to, ta zazdrość to jest.
Zamordowana była we wsi lubiana. Często pomagała sąsiadom w pracy na polu. Domniemany sprawca tragedii, według naszej rozmówczyni, też dobrze współżył z ludźmi. Ze sobą jednak chyba nie potrafili żyć w zgodzie. Domowe awantury często kończyły się interwencją policji:
- Ten pan był nam znany z interwencji, które dotyczyły przemocy w rodzinie. Prowadzona była wobec tej rodziny niebieska karta, została zakończona w sierpniu tego roku - mówi rzecznik policji w Tucholi Brygida Zimnoch.
Niebieską kartę zakończono, bo od dłuższego czasu był spokój. Nie dochodziło do aktów przemocy, bo kobieta nie mieszkała z mężem. Jak to się zatem stało, że jej ciało znaleziono w przyczepie nieopodal domu, który opuściła kilka miesięcy temu? Okoliczności rodzinnego dramatu wyjaśnia Prokuratura Rejonowa w Tucholi.
















