Feralna dla zawodników z Chojnic bramka padła tuż przed końcem pierwszej połowy, w 45. minucie. Wcześniej także chojniczanom udało się umieścić piłkę w bramce przeciwnika, ale sędzia odgwizdał spalony.
Mówi trener Chojniczanki Mariusz Pawlak:
- Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była dobra, aczkolwiek liczyłem na niektórych zawodników, że troszeczkę więcej wniosą, jeżeli chodzi o grę ofensywną. Nie wiem, czy to nas sparaliżowało, zespół GKS Bełchatów, który niedawno grał w ekstraklasie i te fragmenty, kiedy próbowaliśmy zagrać wysokim pressingiem, trzy razy piłkę odebraliśmy blisko 16. metra, ale nie było pomysłu na rozwiązanie. Tego mi szkoda, bo mogliśmy w zupełnie innych humorach zejść na przerwę, a tak przegrywaliśmy.
W początkach drugiej połowy inicjatywę przejęli goście. Od 75. minuty zawodnicy Chojniczanki próbowali jeszcze wyrównać wynik spotkania, tworząc kilka dobrych sytuacji pod bramką przeciwnika, jednak nie udało się strzelić wymarzonego gola.
Kolejny mecz MKS rozegra także na własnym boisku. Zespół będzie podejmował Olimpię Grudziądz.























