Skąd tak drastyczna różnica? Czy strażnicy w Chojnicach mają zacząć ´polować´ na mieszkańców? Sprawdzał to Michał Drejer:
W ubiegłym roku mandaty miały rzeczywiście zasilić budżet kwotą około 80 tysięcy złotych. Tyle założenia. Okazało się jednak, że wykroczeń jest tak dużo, że Straż Miejska wykonała ten, nazwijmy go plan, w prawie 800 procentach: funkcjonariusze wystawili mandaty na łączną kwotę ponad 600 tysięcy złotych, do kasy wpłynęło 500 tysięcy.
´Dlatego w tym roku plan przychodów po prostu urealniono. Nie oznacza on, że będziemy chcieli karać na siłę´, tłumaczy komendant chojnickiej Straży Miejskiej Tadeusz Rudnik.
- Wprowadza się pewne nowinki, pewną technikę do realizacji działań. Te nowinki powodują, że osiągamy pewne większe efekty, aniżeli były zakładane.
Te nowinki to oczywiście monitoring, dzięki któremu strażnicy wyłapują znacznie więcej przewinień niż wcześniej.
W ubiegłym roku strażnicy podjęli 7 tysięcy interwencji:
- To są wszystkie interwencje razem, natomiast tych zakończonych postępowaniem mandatowym było 3 tysiące.
80 procent mandatów nałożono za wykroczenia drogowe - od złego parkowania, przez jazdę pod prąd, czy przy czerwonym świetle, aż po brak zapiętych pasów i rozmowę za kółkiem przez telefon komórkowy.
Mandatów za te ostatnie wykroczenia jest jednak minimalna ilość: za brak pasów ukarano 37, a za komórkę tylko 6 kierowców.
Monitoring w Chojnicach wyłapuje jednak nie tylko wykroczenia drogowe. Przydaje się także przy ustalaniu sprawców przestępstw. Dzięki niemu zatrzymano na przykład osoby zażywające narkotyki na terenie miejskiego placu zabaw.















