Prokuratorzy działają na podstawie zawiadomienia, jakie złożył jeden z kierowców. Ten uważa, że kęsowska straż gminna w ubiegłym roku nie mogła robić zdjęć fotoradarem i wystawiać mandatów, bo taka formacja wtedy nie istniała. Sprawą zajął się również Departament Nadzoru Ministerstwa Spraw Wewnętrznych:
Śledczy wszczęli dochodzenie w grudniu. Należy jednak tu wspomnieć, że pierwsze zawiadomienie identycznej treści odrzucili. Uznali drugie, ale dopiero po postanowieniu tucholskiego Sądu Rejonowego, do którego zwrócił się kierowca. Sąd uznał, że są podstawy do zbadania sprawy i uchylił postanowienie prokuratury.
Relacja Anety Czupryniak:
W korespondencji, jaką MSW prowadzi z kierowcą, czytamy m.in., że departament ma obawy, co do podstaw prawnych, na jakich w 2012 r. swoje działania opierała Straż Gminna w Kęsowie.
U podstaw ministerialnego niepokoju leży gminna uchwała. W grudniu 2011 r. radni Kęsowa zdecydowali powołać do życia Straż Międzygminną. Ta formacja miała strzec porządku na terenie Kęsowa i po sąsiedzku także Gostycyna. W ministerialnym Departamencie Nadzoru ustalono, że tym samym moc utraciła gminna uchwała, którą w 2007 roku powołano Straż Gminną w Kęsowie. - A jednak właśnie taką nazwą cały czas posługiwała się ta formacja - mówi kierowca. - To jest rozporządzenie prezesa rady ministrów, które mówi dokładnie, że straże gminne mają używać swojej pełnej nazwy. Nie wolno wprowadzać kierowców w błąd.
Prokuraturę w Tucholi zawiadomił o trzech nieprawidłowościach: niedopełnieniu obowiązków przez wójta Kęsowa, który poprzez utworzenie Straży Międzygminnej działał na szkodę interesu publicznego; o tym, że czynności wobec niego w ub. roku wykonywała osoba podająca się za funkcjonariusza Straży Gminnej w Kęsowie, a także o tym, że wójt Kęsowa poświadczył nieprawdę w piśmie sprzed kilku miesięcy.















