Czego się obawiają i co na to władze? O tym w relacji naszego reportera.
Obawy autorów listu otwartego do burmistrza Chojnic dotyczą słowa bardzo w ostatnich latach popularnego:
- Kryzys zaczyna się pogłębiać. Uważamy, że należałoby przemyśleć kwestię wydatkowanych środków publicznych, jak również weryfikację obecnych inwestycji bądź planowanych, bo może to być groźne dla budżetu miejskiego - mówi prezes Projektu Chojnicka Samorządność Jacek Studziński.
PChS chciałby także podjęcia przez władze miasta dialogu z lokalnymi przedsiębiorcami, by wypracować plan ochrony miejsc pracy.
- Samorząd terytorialny inwestując właśnie stwarza pośrednio miejsca pracy. Mogę tylko zapytać, jak będą wyglądały Chojnice, gdybyśmy w ogóle przestali budować nowe ulice, nowe obiekty. Tych miejsc pracy byłoby jeszcze mniej - odpowiada burmistrz Chojnic Arseniusz Finster i zapowiada, że miasto nadal będzie inwestować:
- Gdybym miał pieniądze, a staram się je zdobyć, to bym tych inwestycji budował jak najwięcej.
Czy w dobie wmówionego, czy też rzeczywistego kryzysu Chojnice rzeczywiście inwestują za dużo? Niezaprzeczalne prawo do oceny działań podejmowanych przez władze mają mieszkańcy:
- Ze względu na rynek pracy te inwestycje są jednak przesadzone troszeczkę, jak na te warunki chojnickie.
- Inwestują, coś robią, to jeszcze ludzi zatrudniają przy tym i to chyba jest słuszne, nie?
- Przecież nie robią tego dla siebie, robią to dla mieszkańców.
- Inwestować trzeba rozsądnie, ale trzeba.
Inwestować więc, czy nie inwestować? Zdania pozostaną podzielone, ale jedno jest pewne: bez względu na sytuację miejsce na krytykę zawsze się znajdzie.















