Przeżył dwie wojny i dobrze pamięta, że życie w czasach jego młodości nie było łatwe:
- Straszna bieda była. Chleba nie było, nic nie było. Boso musiałem chodzić, zimą w korkach chodziłem. Jedno ubranie tylko się miało, do szkoły tylko tablice i gryfelek [przestarzale: wkład do ołówka, rysik, od niem. Griffel (przyp. red.)] i nic więcej. W łóżku były tylko sienniki, słabo wypchane i kocem przykryte i nic więcej. Tak się żyło.
Pan Alfons z zawodu jest rymarzem i tapicerem. Mimo sędziwego wieku trzyma się z dala od lekarzy i leków i ma prostą receptę na długowieczność:
- Nie trzeba wódki pić, nie trzeba papierosów palić.
Jubilatowi życzymy kolejnych 100 lat.

















