Obok zagryzionych zwłok sarny znajdował się mały koziołek - samiec sarny. Leśniczy zabrał koźlątko do domu, żeby uchronić je przed śmiercią.
- Nie było innego wyjścia, chcieliśmy się zaopiekować tym maleństwem, bo gdyby zostało na miejscu, to prawdopodobnie podzieliło by los matki, czyli było by zjedzone, albo przez lisy, bądź - tak jak prawdopodobnie matka - przez wałęsające się psy - mówi Zbigniew Matuszewski, leśniczy z Asmusa, w Nadleśnictwie Przymuszewo.
Był problem: maleństwo nie chciało pić.
Po dwóch dobach udało się przekonać koźlę do picia mleka od mamki-kozy. Teraz maluch biega już po terenie leśniczówki.
Gdy koźlę dorośnie, leśniczy podejmie próbę przywrócenia go do naturalnego środowiska. Może to być trudne, bo ze względu na zapach człowieka koziołek może być odrzucony przez przedstawicieli swojego gatunku.
Gdy przyjechaliśmy, w leśniczówce było też drugie małe zwierzę: daniel - pochodzący z hodowli. Matka po porodzie go odrzuciła, więc leśniczy starał się utrzymać zwierzę przy życiu, ucząc go przyjmowania pokarmu od tej samej kozy, która jest żywicielem małego samca sarny. Niestety nie udało się - mały daniel nie chciał przyjmować pokarmu i po trzech dniach prób padł.
Mamy dla Was zadanie: znajdźcie imię dla małego koziołka. Na propozycje czekamy pod adresem portal@weekendfm.pl.
Autora wybranego imienia zaprosimy do leśniczówki w Asmusie w odwiedziny do koźlątka.























