Do tragedii doszło w niedzielę (5.06) po południu na jeziorze Wdzydzkim, w pow. kościerskim. Mężczyzna nagle zasłabł podczas nurkowania. Na brzeg wyciągnął go instruktor, który wezwał pomoc i przystąpił do akcji reanimacyjnej. Niestety, mężczyzny nie udało się uratować.
Postępowanie przygotowawcze dotyczące śmierci 35–letniego mężczyzny nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Kościerzynie. Mówi prokurator Grażyna Starosielec:
Wstępnie ustalono, że mężczyzna mógł mieć zawał serca. Przyczynę śmierci wykaże jednak sekcja zwłok.
- Zajęcia były dobrze przygotowane i zabezpieczone – powiedziała uczestniczka zajęć z nurkowania na jeziorze Wdzydzkim, podczas których zginął 35-letni mężczyzna.
Dotarliśmy do osób, które brały uczestniczyły w tych zajęciach z nurkowania. Według nich miejsce nurkowania zostało wcześniej sprawdzone sonarami ręcznymi oraz oznaczone bojkami. Sprzęt do nurkowania sprawdzony, wykonana tak zwana próba zanurzeniowa. Każdy nurek był wyposażony w dwie niezależne butle i automaty. Na miejsce nurkowania wypłynęło pięć osób, pod wodę miały zejść trzy, dwie miały je asekurować. Wszyscy to płetwonurkowie z doświadczeniem. Zanim dopłynęli do miejsca nurkowania, 35-latek zawołał o pomoc i zaczął tonąć. Wyciągano go z głębokości ok. 20 metrów. Jak mówi jeden z ratujących: „Człowiek tak szybko nie tonie, człowiek walczy, on nie walczył”. Z niewiadomych przyczyn nie zadziałała kamizelka wypornościowa, którą testowano podczas próby zanurzeniowej i była sprawna.
O akcji reanimacyjnej mówi Wiktoria Pijewska – uczestniczka zajęć z nurkowania:















