Tak w skrócie wyglądał protest przed galerią Janusza Jutrzenki-Trzebiatowskiego.
W sobotnim proteście wzięło udział kilkanaście osób. Zaczęło się na płycie chojnickiego rynku, potem uczestnicy przeszli pod basztę na ulice Sukienników i ponownie wrócili na rynek.
Temu wszystkiemu bacznie przyglądał się reporter Radia Weekend Arek Jażdżejewski. Przypomnijmy czemu sprzeciwiają się protestujący i jak przebiegał sam protest:
Bezpośrednią przczyną protestu bylo spotkanie z bylym dyrektorem Filharmonii Krakowskiej dyrygentem Tadeuszem Strugałą. Takich spotkań w Chojnicach ma być wiecej i mają one odbywać sie cyklicznie w ramach tak zwanych "Spotkań z mistrzem". Problem w tym, ze na to pierwsze mogli wejść tylko zaproszeni goście: "Uważamy, że to jest polityka segregacji, polityka, która powoduje podział na elitę, która ma dostęp do konsumpcji dóbr i ludzi, którzy tego przywileju nie posiadają. Nam się to nie podoba, dlatego protestujemy" - tumaczył jeden z organiztorow protestu, Radosław Sawicki. Co do samego protestu, to jeśli porównywać to, co działo się na chojnickim rynku do tego, co miało miejsce tuż przed samą galerią, to przed basztą było zdecydowanie więcej emocji, szczególnie w momencie, kiedy przemówić chciał burmistrz Chojnic: [burmistrz usiłuje coś powiedzieć, demonstrujący nie pozwalają mu dojść do głosu].
Można powiedzieć, że symbolem tego protestu będzie "melisa". Dlaczego ?
Wszystko przez to, ze inny ze współorganizatorów protestu, Marcin Waldoch wręczył taką właśnie herbatę burmistrzowi Arseniuszowi Finsterowi: "Ta melisa jest symbolem tego, żeby pan Finster się nieco uspokoił, żeby pamiętał o tym, że ma określone zadania, obowiązki, które wynikają z ustaw i powinien się w tych ramach ustrojowych mieścić". Burmistrz podziękował, przyjął prezent i zareagował na niego tak: "Herbatę oczywiście ze smakiem będę pijał w ratuszu, lubię herbatę miętową i mam nadzieję, że następnym razem panowie dadzą mi możliwość wypowiedzenia się swobodnego."

















