Jednak wielu kierowców zakazu nie respektuje, a przy okazji pytają, dlaczego w ogóle droga jest zamknięta?
Jak się okazuje, powód jest prozaiczny – to „zły stan nawierzchni na około 2-kilometrowym odcinku”, tłumaczą w Nadleśnictwie Rytel, bo właśnie Lasy Państwowe zarządzają drogą do Mylofu.
„Mało kto jeździł tam przestrzegając ograniczenia prędkości do 50 kilometrów na godzinę, co często kończyło się uszkodzeniem auta na dziurach i wnioskiem o odszkodowanie”, mówi nadleśniczy Leszek Popowski.
Dobra wiadomość dla kierowców jest taka, że remont drogi do Mylofu w planach nadleśnictwa jest. Zła, że na razie nie ma na niego pieniędzy – zarządca chce pozyskać środki z programów unijnych.
„Jest szansa na nawet 100-procentowe dofinansowanie”, mówi nadleśniczy Popowski i dodaje, że w ciągu roku droga powinna być ponownie otwarta dla ruchu.
Szacunkowy koszt remontu 2-kilometrowego odcinka to pół miliona złotych.















