Urzędnicy będą musieli podjąć decyzję w sprawie chodnikowych szykan w Chojnicach. Chodzi o barierki ustawione na ciągu pieszo-rowerowym przy ulicy Mickiewicza. Do urzędu wpłynęły dwa pisma kwestionujące to rozwiązanie. Jedno to wniosek o zwiększenie odległości pomiędzy barierkami lub ich usunięcie. Chodzi o poruszanie się osób na wózkach. Drugie kwestionuje prawidłowość montażu barierek pod względem zachowania tzw. skrajni. Chodzi o zachowanie parametrów wolnej przestrzeni dla osób poruszających się po ciągu. Jego autor wnosi o demontaż.
Podniesione argumenty analizowali już urzędnicy. Odległość między barierkami jest co prawda minimalna, ale zachowana. W przypadku stwierdzonych uciążliwości dla osób z niepełnosprawnościami może być jednak powiększona. Odnośnie skrajni urzędnicy przyznają, że ta nie odpowiada przepisom. Dyrektor wydziału komunalnego tłumaczy, że w istniejącej infrastrukturze nie każdy przepis da się literalnie zastosować. Na pierwszym planie stawiałby jednak bezpieczeństwo.
- To miejsce jest bardzo wrażliwe, bo jest to główny dojazd do centrum miasta, główny dojazd do szkół podstawowych; myślę o "Jedynce", myślę o szkołach nawet za ulicą Sukienników w szkołach zawodowych, myślę o ogólniaku. Organizacja jest zatwierdzona przez Starostwo Powiatowe. W starej substancji mieszkaniowej nie da się wygenerować więcej miejsca na stworzenie lepszej widoczności, stworzenie poprawnych warunków, tak że temat nie jest łatwy.
Wyjaśnia dyrektor wydziału komunalnego UM w Chojnicach Jarosław Rekowski.
Barierki ustawiono legalnie. Rozwiązanie stworzył projektant drogowy, uzgodniono je ze służbami, a taką organizację ruchu zatwierdziło chojnickie starostwo.
Szef wydziału komunalnego zaznacza, że barierek nie można po prostu zdemontować. Taki krok musi poprzedzić zatwierdzenie nowej organizacji ruchu w tym miejscu. Nad sprawą jeszcze raz pochyli się miejska komisja oznakowania.














