SKS "Sportowa S.A.", czyli macierzysty klub starogardzkich koszykarzy, w finansowej zapaści. Na przełomie maja i czerwca okazało się, że w klubowej kasie nie ma pieniędzy na uregulowanie półmilionowych zobowiązań. Wkrótce doszło do zmiany na stanowisku prezesa, a na niedawnej nadzwyczajnej sesji radni przegłosowali dokapitalizowanie spółki w wysokości 1 mln zł. Prezydent przekonywał, że warto - głównie z uwagi na niemal 30-letnią historię koszykówki w Starogardzie, ogólnopolską rozpoznawalność, jaką dają miastu "Kociewskie Diabły" i wreszcie sportowe emocje. Zapowiedział też wdrożenie planu naprawczego, a nawet zawiadomienie prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
Na dzisiaj mogę państwu powiedzieć, że wszystkie zobowiązania spółki, zaległe zobowiązania zostały pokryte. Aktualnie trwa analiza wszystkich, dosłownie wszystkich, nie tylko finansowych dokumentów, które zawarł między innymi były prezes. Równolegle jest przygotowane zgłoszenie o możliwości popełnienia przestępstwa niegospodarności, działaniu na szkodę spółki SKS Sportowa S.A.
Mówił na sesji prezydent Starogardu Gdańskiego Janusz Stankowiak.
Radni zgodzili się na dosypanie pieniędzy do klubowej kasy, ale mieli też pytania o jakość nadzoru nad finansami spółki. Czy miasto trzymało rękę na pulsie? - chcieli wiedzieć między innymi Marcin Lempkowski, Jarosław Janaszek i Piotr Szubarczyk. Prezydent tłumaczył, że nic o finansowych kłopotach SKS-u nie wiedział oraz że był zapewniany o tym, że wszystko jest w najlepszym porządku.
Jak ustaliliśmy, w planie naprawczym znalazły się zapisy, że zarząd spółki pracuje w najbliższym czasie za darmo, podpisywanie umów jest nadzorowane przez przedstawiciela miasta, a skład rady nadzorczej zwiększa się o kogoś z grona radnych i kibiców.














