"Te drzewa stwarzają zagrożenie i trzeba mu zapobiegać, zanim dojdzie do tragedii" - mówi Weekend FM Grażyna Żmuda-Trzebiatowska z Człuchowa. Podczas wichury 1 lipca na ogrodzenie jej posesji przy alei Wojska Polskiego 40 a spadł ogromny konar kasztanowca. Zniszczył bramę i przęsło płotu. A jak mówi nasza słuchaczka, już raz - rok temu inny kasztanowiec spadł tuż przed jej posesją. Już wówczas mieszkanka okolic ronda Jana Pawła II zgłaszała konieczność wycinki stwarzających zagrożenie drzew. W tym tego, które złamało się 1 lipca.
"Gdy konar oderwał się od pnia, odsłonił spróchniałe wnętrze tego kasztanowca" - mówi nasza słuchaczka.
- Przy każdej wichurze ja patrzę przez okno, czy drzewo nie leci na dom. Z tej strony akurat moje wnuczki mają sypialnię. Ten kasztan ułamany, to się stało na naszych oczach, bo ja stałam niedaleko, próbowałam jeszcze zabezpieczyć niektóre rzeczy przed wichurą, bo mój partner poszedł bramę zamknąć. Gdyby to drzewo zwaliło się 5 sekund wcześniej, to on by nie żył.
Kilka dni po wichurze, przy posesji naszej słuchaczki odbyła się wizja lokalna z udziałem urzędników. Jak zapewnia w rozmowie z reporterem Weekend FM wiceburmistrz Człuchowa Tomasz Kowalczyk, pracownicy ratusza przychylą się do prośby mieszkanki.
- Te dwa drzewa, które zostały ustalone na tym spotkaniu, jedno, w którym się konar złamał i jeszcze jedno, które zagraża bezpieczeństwu posesji, zostaną złożone odpowiednie wnioski o wydanie decyzji o usunięcie tych drzew.
Jak dodaje zastępca burmistrza, jeszcze przed wichurą w planie była również wycinka trzech drzew w innym rejonie alei Wojska Polskiego - przy siedzibie Wojskowego Centrum Rekrutacji (dawnej WKU). Zdaniem mieszkanki Człuchowa, problem dotyczy nie tylko okolic jej posesji, ale całej alei kasztanowców.
"Wszystkie powinien zbadać dendrolog, bo takich chorych, stwarzających zagrożenie drzew, jest pewnie więcej" - mówi Weekend FM Grażyna Żmuda-Trzebiatowska.



















